W kwietniu, zresztą na moje urodzinki dostałam od brata i taty piękną stara maszynę do szycia firmy Singer. Od razu nawlekłam nici i chciałam zobaczyć czy szyje. Strasznie motała nitki więc stwierdziłam, że przy gościach przecież nie będę jej regulować. Odstawiłam maszynę i tak sobie stała aż do wczoraj kiedy postanowiłam się za nią wziąć. Problem polegał na tym, że igła nie brała nici dolnej. Jako, że w szkole poza tym, że uczyli nas szycia to uczyli również budowy maszyny. Z pomocą internetu wzięłam się za naprawę.Oczywiście najpierw wszystko wyczyściłam z kurzu i naoliwiłam. Bo kto nie smaruje ten nie jedzie. Doszłam do wniosku, że może igła jest za krótka, więc kombinowałam z igłami, choć ponoć wszystko w tej kwestii jest znormalizowane. Potem rozkręciłam chwytak, wyczyściłam i wyregulowałam. A maszyna dalej swoje. Przesiedziałam przy niej pół dnia i byłam już bardzo zirytowana. Ale ja uparta jestem i powiedziałam sobie, że maszyna będzie tak stała na stole póki nie zacznie szyć. Siedzę sobie i tak podziwiam jej urok aż w końcu mnie olśniło. Patrzę i oczom własnym nie wierze. Ja, zawodowa krawcowa z maturą i tytułem: krawiec konfekcyjno usługowy źle nawlekłam górną nic. Po prostu istna blondynka ze mnie ( oczywiście tym stwierdzeniem nie miałam zamiaru obrażać nikogo, więc wszystkie blondynki przepraszam, choć też do nich należę ). Ponawlekałam jak trzeba i maszyna od razu szyła. Trochę poregulowałam i jest super. A teraz kila fotek mojej Singerki






Tego typu banalne wpadki zdarzają mi się coraz częściej. Ostatnio mój skuter odmówił mi posłuszeństwa i zamiast sprawdzić po prostu stan paliwa w baku, ja zwaliłam sobie winę na akumulator i zaczęłam go ładować. Wyobraźcie sobie, że po godzinie ładowania skuter odpalił i pojechałam sobie do sklepiku i wracając skuter wyłączył się pod samą bramą. I ja znowu swoje, że to wina akumulatora. I znowu ładowanie. Dopiero jak mąż przyszedł z pracy to pierwsze co zrobił zajrzał do baku, a tam pustynia. Takie to ja mam wpadki.
A wracając do tytułu postu , to na owej Singerce uszyłam trzy EKO torby na zakupy.
Wykorzystałam lnianą tkaninę i bawełenkę. Każda z toreb jest inna i każda ma inną wielkość.
A oto efekty:
największa z toreb, zmieści spore zakupy
wnętrze torby
średnia torba, bez problemu pomieści codzienne sprawunki
wnętrze torby
i najmniejsza z toreb, do której bez problemu wejdzie czteropak i czipsy
wnętrze torby
A tak przy okazji pokaże Wam również saszetkę na biodra, którą sobie niedawno uszyłam. Zdegustowana brakiem wykroju na tak zwaną nerkę, uszyłam sobie taką saszetkę:
Sprawdza się rewelacyjnie na wypady do lasu. Bardzo lubimy z mężem chodzić na grzyby i zawsze denerwował mnie plecak czy chowanie rzeczy po kieszeniach, żeby mieć wolne ręce.
A w tej saszetce poza tym , że zmieściłam telefon, nożyk i przekąskę dla Jagody, zmieściłam tam również bidon z sokiem. A jest on dość spory, bo Jagoda spija straszne ilości.
Bardzo długi wyszedł mi ten post, ale mam nadzieję że dotarliście do końca :-)
Jak zawsze pozdrawiam wszystkich odwiedzających.
Aha, i dalej poszukuje jakiegoś sensownego wykroju na saszetkę nerkę.